Około Śmierci - II
Kończyła się zima, wykłady i zajęcia w uniwersytecie były w pełnym biegu. Jak zwykle, w semestrze zimowym do późna w gmachu uniwersyteckim świeciły się okna, ruch w kurytarzach ustawał dopiero o dziewiątej, a w pracowniach siadywano do północy.
Byłem pochłonięty pracą i nie widziałem nic w około siebie. Nauka działała na mnie jak narkotyk, byłem nią zajęty, właściwie tematem, który siedział mi w głowie, pochłaniając wszystko, co w niej było do rozporządzenia. Dni przechodziły mi szybko, siadywałem po nocach, niekiedy rozgorączkowany, przykuty do papieru lub książki, od których odciągał mię dopiero późny szary świt zimowy i zupełne znużenie.
Odpisywałem na listy rzadko, chociaż Małgorzata przysyłała mi co tydzień ćwiartki papieru listowego, zapisane od góry do dołu jej wyraźnem, równem ale drobnem pismem. Odczytywałem je skrupulatnie: stawiały mi przed oczy dom nasz, rodzinę, którą czułem wtedy tak blziko, jak gdyby znajdowały się tuż obok, na następnej ulicy. Za każdym razem krótko dopisywał się ojciec, czasem Julia i szwagier dodawali słów kilka.
Listy te nie przerywały mi zajęć, nie odciągały od nich myśli — były odpoczynkiem i przyjemnością.
W ostatnich jednak tygodniach coś mię z owego zamknięcia, z wysokich sfer zagadnień naukowych, ściągnęło przykro między troski życia.
Z domu już drugi list przynosił mi wiadomość, że Małgorzata jest trochę słaba.
Mówiła o tem sama, następnie donosił o tem osobny list ojca.
Z początku myśl, że w domu mogło się stać coś poważniejszego, nie przychodziła mi wcale do głowy. Odpisywałem krótko, życząc Małgorzacie prędkiego wyzdrowienia.
Zapadała ona łatwo na chrypki i kaszle, które zawsze przechodziły łagodnie. W domu byliśmy do nich przyzwyczajeni.
Dopiero ostatni list jej uderzył mię, zastanowił i naprowadził na przypuszczenie, że Małgorzata musi być poważniej chora i to od dłuższego już czasu.
Mianowicie, kiedy wyjmowałem jest list z koperty, zaleciał mię lekki ale wyraźny odór karbolu.
Naturalnie, że nie mogło to niczego dowodzić. List mógł gdzieś leżeć na poczcie, przechodził przecie nie przez jedne ręce, mógł wypadkiem nabyć podejrzanego odoru.
Niestety cały szereg innych szczegółów, niepostrzeżonych dawniej, które teraz zjawiały się jeden po drugim szybko, potwierdziły fatalne przypuszczenie. Ostatni list jej był krótszy znacznie niż poprzednie, pismo wyraźnie było zmienione, mniej pewne, litery większe. Wyciągnąłem poprzednie listy, porównywałem je bacznie i przekonałem się, że już w poprzednim były drobne zmiany, których wtedy nie dostrzegałem. Opanował mię niepokój dziwny; coś się zerwało we mnie, rozpoczęło szamotać się i domagać jak najprędszego zadośćuczynienia. Tej samej nocy napisałem list do szwagra z prośbą o natychmiastowe zawiadomienie mię szczegółowe o tem, co się stało w domu. List zaraz po napisaniu w nocy odniosłem na kolej. Następnie jeszcze niezadowolony wysłałem telegram tej samej co list treści.